oświetlenie

O świetle od kuchni. Historia I

Co jakiś czas (i dziś jest ten pierwszy raz) porzucimy aranżację i wybór opraw. Wtedy, w przystępnej formie, będziemy przybliżać tematy wciąż związane z oświetleniem, ale historyczne i techniczne, żeby ułatwić poznanie źródeł… źródeł światła 🙂 Właśnie ruszamy z cyklem, który przybliży nie tylko kolejne etapy prac nad wynalezieniem żarówki, ale też ludzi, którzy za tym stoją.

Myśleliście kiedyś o tym, jaką drogę trzeba było przejść, żeby stworzyć taką żarówkę, jaką znamy dzisiaj? A lampy LED? Najwcześniejsze odkrycia pojawiły się niemal wiek przed przyjściem na świat najbardziej znanego odkrywcy żarówki – Tomasza Edisona.

Żarzące się druty

Ten tytuł to nie żart, takie były początki. W 1761 roku Ebenezer Kinnersley zaprezentował drucik, który pod wpływem ogrzewania zaczął się żarzyć. No, właściwie kluczowy w prezentacji był proces ogrzewania. Zwróćcie uwagę na datę – gość zajmował się elektrycznością na długie lata przed tym, zanim powstało cokolwiek na kształt żarówki. Oczywiście, światło dostarczane w taki sposób nie było szczególnie użyteczne. Ale było. Już samo to sprawiło, że kolejni naukowcy nie zostali z poczuciem beznadziei i niemocy tylko z nadzieją, że w końcu się uda.

Ogromny akumulator

To drugi krok, wspominany przez historię. Musimy tylko przenieść się w czasie o 40 lat, żeby go sobie przybliżyć. W 1802, Humphry Davy, angielski chemik i odkrywca, użył, jak sam powiedział, baterii o ogromnym rozmiarze. Akumulator umieścił w piwnicy instytutu, w którym pracował. Zbudował go z dwóch tysięcy ogniw, a do przewodzenia wykorzystał platynę ze względu na jej bardzo wysoką temperaturę topnienia. Niestety, ten wynalazek też nie był szczególnie praktyczny – światło szybko gasło, a przy tym było zbyt słabe, żeby mogło konkurować chociażby ze świecami.historia żarówki

Pomysł z platyną przyjął się na tyle, że jeszcze przez lata wielu naukowców eksperymentowało z tym metalem. Robili to na tyle skutecznie, że otrzymali patenty, jednak to wciąż nie było to.

Pierwsze żarówki?

Tym razem przenieśmy się do Szkocji w 1835 roku. Właśnie tam James Bowman Lindsay zademonstrował stałe światło. Przyznał, że przy jego pomocy może przeczytać książkę znajdując się nawet półtora metra od źródła światła. Niestety, Lindsay na tym poprzestał i nie rozwijał swojego projektu ponieważ wszystkie siły skupił na problemie telegrafii.

Mimo tego zaniechania, w różnych miejscach świata, pracowano dalej. W Belgii, Marcellin Jobard już trzy lata później wynalazł żarówkę, w której wykorzystał włókno węglowe w próżni.

Na włóknie węglowym warto się zatrzymać. Szczególnie dlatego, że w późniejszym czasie również wykorzystywano włókna, choć nie tylko węglowe. Ale o tym napiszemy już następnym razem.

Dodaj komentarz